Kolejny sen?

Posted: Wrzesień 1, 2010 in Moja (?) historia

Ciemność.. czerń.. nieprzenikniona pustka.. cisza której rozum nie potrafi ogarnąć.. Nic więcej, tylko tyle czujesz.. nikt nie stoi przy Tobie, sam.. jesteś sam.. tak wygląda śmierć? To pustka? Więc po co to wszystko? By nadal trwać w swej świadomości tak bez końca, bez kresu? Może to piekło? Może właśnie tak wygląda wieczne potępienie…

- Nie.. to zbyt piękne aby tak wyglądał koniec – nie można powiedzieć, że to usłyszałeś bo nie był to dźwięk, nie była to też myśl.. ciężko określić co to było.. to tak jak uczucie, ta pierwsza miłość, kiedy coś wypełnia Cię w całości, a Ty nie potrafisz określić co to tak naprawdę jest… Tylko że to uczucie było dziwne, bo nie niosło ze sobą nic pozytywnego ani negatywnego.. po prostu uczucie, uczucie nie do opisania…

Światło.. szum… gwar, okropny hałas, znowu ten dźwięk jakby miliony ludzi krzyczało w lamencie zdarzeń.. i nagle…

Powrót do rzeczywistości, poczułeś jak spadasz.. ziemia, ból w nogach. Ciężki oddech, ból na szyi, jakby ktoś zacisnął Ci pętle śmierci i nie chciał puścić. Parę głębokich wdechów… zaczynasz wreszcie słyszeć coś więcej niż tylko piszczenie w swych chłodnych uszach..

- Wstawaj , musimy uciekać!

- Co się dzieje!? – wybełkotałeś z ledwością te słowa, w twoim gardle uczucie metalicznego smaku wdrapywało się w krtań z taką zaciekłością że ciężko Ci było przełknąć nawet ślinę.

- Zgłupiałeś do reszty? Wstawaj nie mamy czasu, zaraz Cię złapią!

Ciężko Ci było podjąć słuszną decyzje, lecz powoli zacząłeś podnosić się z piachu. Rozglądając się dookoła siebie dostrzegłeś osobę ubraną w bluzę z kapturem, oraz spodnie jeansowe. Była to kobieta w wieku okołu 22 lat. Złapała Cię za ramię po czym szybko zaczęła ciągnąć Cie prosto przed siebie w kierunku wyjścia z pomieszczenia przypominającego piwnicę.

- Szybciej nie mamy czasu!

Popatrzyłeś na nią, pomyślałeś że może to kolejny chory sen jakich wiele w swoim życiu prześniłeś, ale cóż miałeś do stracenia, pewnie i tak zaraz wszystko skończy się w mgnieniu oka, lub jak to zazwyczaj bywało zamkniesz oczy i obudzisz się we własnym łóżku.

Zaczęliście uciekać poprzez murowane korytarze oświetlone pomarańczowym światłem które dawały z zaciekłością żarówki, słyszałeś ich brzęk, lekkie bzyczenie było strasznie drażniące. Ściany wyglądały jak z czerwonej cegły, lecz były porośnięte dziwnymi pnączami których do tej pory nigdy w życiu nie widziałeś na oczy. W tle cały czas słyszałeś odgłosy tłumu, tłumu który ciągle wrzał -w  ich krzykach było tyle nienawiści, pogardy i urazy… ale dlaczego? Co się stało? Nie miałeś na razie czasu aby o tym myśleć.. Gnałeś co sił trzymając cały czas za rękę dziewczynę.

Szybki skręt w prawo… ciemność.. czułeś jej ciało przy sobie, jej delikatny a zarazem stanowczy oddech..

- Stój.. – wyszeptała powoli zakrywając swoją delikatną dłonią twe wysuszone usta.. zapach jej dłoni był strasznie słodki.. jeden z jej palców powędrował między twe usta.. był zimny, czuć na nim było metaliczny posmak.

Garstka ludzi przebiegła przez korytarz, poczułeś jak kobieta znowu łapię Cię za rękę..

- Choć.. nie ma czasu!

- Czekaj, co się dzieje?!

- Chyba naprawdę coś Ci się pomieszało w głowie.. a może to ta lina… Nieważne później odświeżę Ci pamięć – kończąc to zdanie puściła oczko.. po czym wybiegła na korytarz trzymając Cię za dłoń.

Gdzie jestem? Gdzie jesteś?

Posted: Sierpień 31, 2010 in Moja (?) historia

Szedłeś tak dalej, mijałeś sklepy, witryny krzyczące do Ciebie różnymi hasłami „Oto dzień twego szczęścia!”,  ”Jedyna taka okazja!”, „Wstąp, a na pewno coś dla siebie znajdziesz! Gwarantujemy Ci to”…

- „Tak.. Szczęście, jedyna taka okazja, na pewno coś znajdziesz, gwarantuje Ci to” - Usłyszałeś w głowie.. zacząłeś się rozglądać dookoła, ale nikogo przy Tobie nie było, żadnej żywej duszy, wszystko stało w miejscu jakby ktoś złapał za wskazówki zegara i trzymał z całych sił. Nigdy na to nie zwracałeś uwagi, ale w tym momencie wszystko wydało się takie… inne. Wszystkie budynki były zasypane jakimś kurzem, jakby wiatr nie wiał od kilkunastu lat by delikatną dłonią odkurzyć stare zmęczone ściany. Chodniki pozarastane zielem, jakby żadna stopa nie stąpała po nich od zarania dziejów. Ściany były popękane, latarnie pobite, asfalt był pokryty piachem… czas staną w miejscu? Wyglądało to jakby ludzkość ewakuowała się nagle i zostawiła wszystko za sobą w pośpiechu… niczym Czarnobyl.. Twój osobisty Prypiat..

Zacząłeś iść dalej.. każdy krok był męczący.. Żebra zakleszczały się bardziej niż zwykle, kując wnętrzności z zaciekłością do tej pory Ci nie znaną. Znowu ten ból w klatce.. nie wymyślony, to nie psychika, miliony igieł prosto w serce… Twoja ręka powoli powędrowała na mostek, jak samotny wędrowiec na pustyni szukający oazy aby ukoić pragnienie… W Twoim przypadku aby choć trochę ukoić ból.. coraz ciężej łapałeś oddech, walka z własnymi płucami – chcą się pożywić i złapać chociażby nutę życiodajnego tlenu.. lecz i same się wzbraniają, bo nie mają już sił…

Ból odszedł, tak jak i Ty powoli odchodziłeś coraz dalej od swojego domu. Wreszcie dotarłeś na miejsce. Wszedłeś do środka… pełno dymu, jedna wielka komora gazowa w której przydałaby się klimatyzacja. Powoli pośród tumanów trucizny dostrzegłeś swoich znajomych.

- Hej!

- Hej! hej.. – odpowiedziałeś dusząc się z lekka

- Co Ci jest wszystko w porządku?

- Tak, tak, wszystko ok, ten dym mi trochę przeszkadza, zresztą sama dobrze wiesz..

-No tak, sorki, jakby się dało to byśmy otworzyli okno..

- Nie, nie róbcie zamieszania, wytrzymam – uśmiechnąłeś sie na ułamek sekundy po czym usiadłeś

- To co tam u Ciebie słychać, wszystko gra jak należy?

- Hehe… tak, jasne – mówiąc to zacząłeś się zastanawiać kogo tak naprawdę okłamujesz, siebie, czy ją? – wszystko jest tak jak powinno być.. chyba.. – dodałeś cicho mówiąc sam do siebie pod nosem

- A to super bo wiesz…

Nagle pośród dymu dostrzegłeś jakąś postać.. Powoli zacząłeś widzieć jej zarys.. to on? Ona? Był to  znajomy Ci zakapturzony osobnik, który powoli zaczął się zbliżać do was, niósł on w ręku coś błyszczącego.. Nagle zatrzymał się za Twoją koleżanką i podniósł rękę do góry…

- … i wtedy ona, wiesz co ona zrobiła? Ej.. słuchasz mnie w ogóle?

I w tym samym momencie kiedy usłyszałeś te słowa ujrzałeś lśniący nóż wędrujący prosto w jej głowę..

- Nie!!! – krzyknąłeś – zakapturzona postać zamieniła się w ten piekielny drażniący dym..

Poczułeś wzrok wszystkich ludzi na sobie.. I naglę cisza…

- Co się stało?!

- A… eee… nic… nic się nie stało..

Zacząłeś czuć zimno.. w przeciągu paru sekund ogarnął Cię wielki strach.. tak jakby nagle cały świat miał zniknąć..

- Niespodzianka… – usłyszałeś szept w uchu, zimny szyderczy szept…

Ból… szyja… przed Twoimi oczami krew.. krew na stole.. obraz stawał się coraz bardziej czerwony.. Naglę wszyscy dookoła zaczęli krzyczeć z przerażenia.  - „Co Ty robisz?!??!”

Obraz powoli zaczął się rozmywać.. złapałeś się za szyję.. tylko tyle zdołałeś zrobić. Twoja głowa powoli opadała w stronę blatu.. policzek dotknął zimnej, mokrej od krwi powierzchni… Wszystko powoli zanikało.. światła wyglądały jak gwiazdy.. które powoli gasły wraz z odejściem nocy… Ale dla Ciebie noc dopiero się zaczynała… Ciemność.. takiej ciemności jeszcze nigdy nie było przed Twoimi oczami.. przed Twoim umysłem i myślami.. Zapadłeś w nicość…

Gdzie jestem? Gdzie jesteś? Co się ze mną stało… jedno jedyne pytanie w twej głowie, w której jeszcze tkwiła cienka nić świadomości..

Mów mi „Niki”

Posted: Sierpień 29, 2010 in Wierszydła (?)

Widzisz siebie w lustrze złudzeń i marzeń,
Dostrzegasz tylko cień swojego odbicia,
Patrzysz dalej, ale tam nie ma nic,
Bo i po co więcej widzieć?

Zakrywasz twarz i widzisz siebie,
Oblane żalem i trwogą przed tym co nieuniknione,
Zakrywasz swe życie płachtą zmartwień i żalu, po to by czuć coś,
Coś niewyobrażalnego, coś nieistniejącego,

Wykrywasz w swym oddechu strach i nienawiść do samego siebie,
Wiesz że to nie to, nie wiesz że znasz samego siebie,
Na tyle żeby stwierdzić że nic nie jesteś wart, jesteś nikim,
Ścierwem, szmatą, pomyje twym bogiem,

A Ty ścierwo, jesteś dany samemu sobie, żebyś gnił i został tu sam,
Weź się za dłoń, prowadź się sam,
Idź przed siebie, i oczekuj że w końcu może znajdziesz się w niebie,
Pamiętaj lecz że, nikt w tej pustce nie odnajdzie cię,

Możesz liczyć na samym dnie na samego siebie, i tylko siebie,
Więc weź się za dłoń, i spójrz w tej wody toń,
Spójrz na ten szlam, spójrz na swój chłam,
Widzisz kim jesteś? Mam nadzieję że nie…

Bo gdy spojrzysz na samo dno… przestraszysz się…
Odejdź i nie wracaj, nie potrzebuje cię już nikt,
Jesteś ścierwem, kliknij myszką, kliki, klik,
Ustaw na krzyżyk i wciśnij śmiało, do szczęścia pozostało tak mało,

Spójrz mi prosto w oczy i powiedz co widzisz,
Strach? Może czujesz smród? Nie wiem… to Twój wytwór, tylko Twój,
Złap mnie za szyje i przełam ją w pół…
Spójrz prosto w oczy i powiedz.. „Gnój…”.. śmierdzę jak syf…

Ty w to wierzysz?

Posted: Sierpień 27, 2010 in Wierszydła (?)

Lece w chmur objęcia delikatne,
Śłońca blask oślepia mnie,
Dotknąc promieni słońca, tak dzisiaj tego chce,
Powoli dotykam gwiazd, cierń promieni kłuje mnie,
Biorę w ręke ciemność tą, i zakrywam ciało swe,

Czuję chłód, przez ciało me przechodzi dreszcz,
Siedzę tak sam, pośród czterech ścian,
W głowie milion myśli mam,
Jedną z nich jesteś Ty, wracasz do mej głowy,
I zastajesz tam pustkę, obracasz głowę i widzisz wojnę,

Stoisz pośrodku tych dwóch frontów które zaraz zderzą się,
Nie masz gdzie uciec, lecz zaczekaj,
W górę wespnij się – mówisz nie ma po czym…
No tak, to prawda, więc może wskocz do wody,
Popłyń na samo dno, może spotkasz tam już mnie,

Zagubiony, krew wypływa ze mnie wciąż, gdzieś na samym dnie,
Nagle blask, i cały obecny świat zgasł,
Patrze za okno, ludzi tłum, każdy żyje sobie sam,
Niby razem lecz oddzielnie, tak już jest, każdy tak ma,
Sądzisz że masz kogoś bliskiego? Nic bardziej mylnego…

To tylko człowiek, kolejne zwierze,
Ty w to wierzysz? Bo ja w to nie wierze…
To nie może być tak, to zbyt wielkie zło,
Weź w końcu w dłonie swój los, i pójdź prosto na wprost,
To nic że nie widać nic przed Tobą,
Przejdź trochę dalej i odwróć się, a przekonasz się czy idzie ktoś za twą osobą…

Gdzie jestem!?..

Posted: Sierpień 24, 2010 in Wierszydła (?)
Nagle świat ma cię gdzieś,
I nie ma Ciebie, nie ma Cię tu,
Nie jesteś w niebie,
Do piekła tu bliżej, lecz to nadal nie to,

Otacza cię zło,
Życie to sen? – może i tak,
Zrób mu na przekór, niech da jakiś znak,
I zostaw tu wszystko, po prostu tak,

Tak jak zacząłeś i tak jak skończyłeś,
Zapomnij o tym co zmieniłeś,
Nie przyda się dalej to już,
Szykuje się nowe życie, więc czas zatrzeć kurz,

Nadejdą czasy że powiesz sobie – to już,
Tak to ten moment – i znikł cały brud,
Takie momentum, ten nagły rozpęd,
Wszystko się zmienia, nie widzisz swego cienia,

Ciebie już też tam nie ma…
Nie widać nic… to zła kraina,
Odnaleźć nie mogę się tu, za dużo myśli,
Za duży natłok słów,
To nie rzeczywistość, to tylko twór,
Zmienia się za szybko, chce odjeść stąd już,
Lecz coś nadal trzyma, nie pozwala iść,
Nagle odchodzi, bierzesz się w garść,
Wracasz do rzeczywistość, to to…
To znów ten chory świat,

Może tam wrócisz? A może nie…
Uważaj.. bo możesz w końcu utknąć..
W tym chorym.. psychicznym.. śnie..

W mojej ojczyźnie…

Posted: Kwiecień 23, 2010 in Wierszydła (?)

W mojej ojczyźnie, do której nie wrócę,
Jest takie leśne jezioro ogromne,
Chmury szerokie, rozdarte, cudowne
Pamiętam, kiedy wzrok za siebie rzucę.

I płytkich wód szept w jakimś mroku ciemnym,
I dno, na którym są trawy cierniste,
Mew czarnych krzyk, zachodów zimnych czerwień,
Cyranek świsty w górze porywiste.

Śpi w niebie moim to jezioro cierni.
Pochylam się i widzę tam na dnie
Blask mego życia. I to, co straszy mnie,
Jest tam, nim śmierć mój kształt na wieki spełni

The force..

Posted: Sierpień 26, 2009 in Życie codzienne

The most powerful force on the planet..

Is the energy of the youth..

One can stimulate the economy..

But when this powerful youth, becomes activated..

And stimulated..

And collectively decides no to buy things..

What will happen to the economy?

- The Black Eyed Peas – Showdown

Tylko czekać aż wszystko upadnie… wtedy wszyscy dopiero zauważą to co niezauważalne…

Pół miliona słów..

Posted: Sierpień 19, 2009 in Życie codzienne

Któregoś dnia, a raczej wieczoru, leżąc na mym wyleżanym wiele razy łóżku domowym (bo innego nie mam..), po prstu tak leżąc (chyba po jakiejś imprezie, albo wypadzie ze znajomymi.. nie pamiętam już),  przyszło mi w moim bezmyślnym leżeniu jedno do głowy, a dokładniej jedno zdanie… które poruszyło mnie i moje myślenie na całkiem inny poziom niż miało to miejsce do tej pory..

Takie poruszenie w głowie, takie zdanie, że aż w komórce zanotowałem – warto wspomnieć o tym jednym słowem lub kilkoma, a słowa były takie:

„Oto Bóg daje mi do zrozumienia moje pół miliona słów”

Ja(cek) – 2009-08-06 (04:34)

Taka sobie tylko mała myśl..

Posted: Kwiecień 5, 2009 in Życie codzienne

Świat nie jest taki nikczemny na jaki wygląda,
To tylko my ludzie go takim kreujemy…
- Ja(cek) ; 04-04-2009, 03:24

Gra – „Pa..”

Posted: Sierpień 30, 2008 in Wierszydła (?)

Weź się w garść!!
Popatrz przez okno i..
Zobacz jaki piękny świat,
Czy nie warto w tą grę dalej grać?

Pionki już rozstawione,
Graczy jak na razie wciąż brak,
A Ty czekasz i czekasz,
Aż w końcu ktoś da znak!!

Wreszcie ktoś przyszedł,
Wreszcie znajoma twarz,
„Ja tylko na chwilę,
Nie jestem tu by z Tobą grać”,

Zawód na twarzy,
Smutek swej duszy,
Trzymaj go sam dla siebie,
Bo nikt nie uratuje Ciebie!!

Przychodzi ktoś znowu,
Siada przed Tobą,
Łapie za rękę i pyta się:
„Nie smutno tak samemu tu jest?”

Patrzysz na postać tą,
To ona, to nie on,
Po co tu przyszła?
Niech idzie stąd!

Przyglądasz się bliżej,
Znajoma postać,
Znajoma twarz,
Ale jej nie znasz, lecz czujesz że,

Gra rozpoczęta, zaczęło się,
Kolejny Twój ruch,
Przegrywasz wnet,
A ona się śmieje,

I pyta się:
„Grasz jeszcze raz?”,
„No pewnie!!”,
I tak to trwa,

Od paru lat,
Tak jak toczy się świat,
Na kwadratowych kołach,
Do przodu gna,

Zatrzymać się nie chce,
I brnie ciągle w dół,
Aż w końcu się roztrzaska,
Rozleci się w pół…

Skończy się życie,
Skończy się gra,
Przewrócą się pionki,
A ty powiesz: „Pa..”