Koniec początku

październik 29, 2007 at 12:28 pm (Życie codzienne)

No i w końcu nadszedł koniec. Koniec przeprowadzki. Dzisiaj się ostro za nią zabrałem i wreszcie udało mi się przenieść wszystko ze starego bloga, no może prawie wszystko, bo komentarzy nie przeniosłem.

Czas zacząć wszystko kontynuować, czas zacząć budować wszystko prawie na nowo.

Życzę miłej lektury.

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

A zabierze mnie wiatr…

październik 29, 2007 at 12:24 pm (Wierszydła (?))

Pierwszy raz napisane na: http://zgromadzenie-dusz.blog.onet.pl

Dnia 11.10.2007 (21:57)



Muszę odejść w bok,
Zamknąć oczy i poczuć ten mrok,
Na własnej skórze pot,
Cieknie strugami jak kropli sto,

Każda inna, każda piękna,
Jak ciemności blask,
I ciszy głos, który trwa,
Jak życie w nas, którego nie pozbędzie się nikt…

Nawet tu i nawet tam,
Za piekła lub nieba bram,
Za czerń i biel,
Za braci mych,

Oddam swój wstyd, temu kto mnie zna,
Bo wierze mu i wierze sam,
Wierze, że nadejdzie czas,
Wybawienia czas,

I zabierze mnie tam, gdzie szczęścia wreszcie poznam smak,
Gorzki smak…
Słodki smak…
Przeplatanie nieustanne,

Wyjmę ręce z kieszeni,
I dotknę nimi ziemi,
Złapie piachu garść,
I rozsypie…

A zabierze go wiatr…

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

Bo… chce żyć

październik 29, 2007 at 12:21 pm (Wierszydła (?))

Pierwszy raz napisane na: http://zgromadzenie-dusz.blog.onet.pl

Dnia 25.09.2007 (17:10)



Nauczyłem się żyć,
Nauczyłem kochać, być…
Nauczyłem jak ranić i wybaczać,
Nauczyłem jak to jest być ranionym,
Wybaczycie mi..?

Wybaczycie, że czasami jestem jakim nie chcecie abym był?
Wybaczycie to, że nie potrafię dać wam szczęścia?
Wybaczycie mi? Ludzie na których mi zależy..?
A którzy o tym często nie wiecie…

A Ty? Wybaczysz mi to, że byłem dla Ciebie taki?
Taki jakim nie chciałaś abym był?
Nie chciałem Cię ranić… nigdy nie chciałem…
Ale prawie zawsze wychodziło tak… jak tego nie chciałem…

Wybaczcie mi…
Bo mimo tego, że nauczyłem się żyć…
To nadal nie wiem jak żyć…
A być… muszę być…
Bo chce żyć….

Chce kochać, chce śnić.
Chce dotykać Cię, jak to zwykłaś robić Ty,
Chce czuć obecność Twą…
Chce byś…
… zrobisz, co dla Ciebie najlepsze. . .

Zrozumiem…
…jak zawsze zrozumiem…

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

Everything has a beginning

październik 29, 2007 at 12:16 pm (Wierszydła (?))

Pierwszy raz napisane na: http://zgromadzenie-dusz.blog.onet.pl

Dnia 17.09.2007 (20:30)


I nadejdzie chwila ta,
Kiedy oczy zajdą mgłą,
A ręce drżeniem swym,
Rozwieją życia dym,

Blask Twych oczu zgaśnie wnet,
Już nic więcej nie uda się,
Zagaśnie życie w sercu Twym,
I poczujesz tylko gromnic dym,

Ta powłoka która cenisz i szanujesz,
Zacznie być jak zbędny bagaż w dłoniach Twych,
A gdy dojdziesz do samego końca bram,
Nie pomoże już nic.. bo będziesz już tam…

Tam gdzie krzyku już znaczenia brak,
Tam gdzie wzrok nasz nie sięga już,
A ten zapach… dotyk ust,
Nie będzie miał znaczenia już,

Dojdę sam… tam, tam gdzie końca dotknę bram,
Tam gdzie nikt za rękę już nie weźmie mnie,
Bo tam już tylko w pojedynkę mogę iść…
I nadejdzie taki czas… że nawet cień opuści Cię…

..i mnie…

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

Łzy milczenia

październik 29, 2007 at 12:12 pm (Moja (?) historia)

Pierwszy raz napisane na: http://zgromadzenie-dusz.blog.onet.pl

Dnia 08.09.2007 (23:05)


Głos cichł z każdym twoim krokiem… ciszej… ciszej… aż w końcu zanikł.. Szedłeś dalej przed siebie, twój wzrok powoli kierował się w dół… aż w końcu patrzyłeś tylko pod swoje nogi.. nigdzie więcej… jedna noga… druga noga… jedna noga… druga… monotonność chodu… jak tykanie w zegarku. Twoje oczy zaczęły zachodzić lekką mgłą, obraz zaczął być coraz bardziej niewyraźny… poczułeś jak lodowate łzy zaczęły powoli cieknąć ci po policzkach… Zatrzymałeś się, ukląkłeś powoli… dłonie zasłoniły twarz… czułeś ogromny smutek… dłonie zaczęły iść wyżej, palce wplotły się we włosy… spojrzałeś na płyty chodnika… widziałeś każdy ich szczegół… szare.. twarde… bezduszne… Podniosłeś się na równe nogi i zadarłeś głowę do góry… spojrzałeś w niebo, było lekko zachmurzone, zacząłeś iść dalej. Cisza… spokój… nikogo nie ma… tylko ty, nikt więcej… i wiatr… rozwiewał ci włosy, tak jakby ktoś gładził cię po głowie… Wszedłeś wreszcie do jakiegoś budynku… to szkoła… zmieniłeś w szatni buty, pobiegłeś szybko do jednej z klas… pierwsza godzina… głos nauczyciela… ale go tu nie ma… sam siedzisz w ławce, czy jest tu ktoś? Czasami pojawi się jakaś znajoma uśmiechnięta twarz… czasami ktoś się zaśmieje… ale tu nikogo nie ma… pustka… tak jakby cały świat wyszedł tylnymi drzwiami. Spojrzałeś na zegar… 8:33… nagle… okropny ból głowy… tak jakby ktoś zgniatał ją z ogromną siłą… obraz zaczął się rozmywać! Złapałeś się za nią… twój wzrok wbił się w zegar… wskazówki zaczęły powoli się cofać! A teraz? Zaczęły iść w dobrym kierunku? Tak… powoli… coraz szybciej… ból stawał się coraz bardziej silniejszy… poczułeś metaliczny zapach w nosie… krew… spojrzałeś na ławkę… powoli zaczęły pojawiać się na niej małe plamki krwi… Obraz zgasł…
Otworzyłeś oczy… siedziałeś przed szkołą na schodach… obok stała karetka… jakiś człowiek ubrany na biało zapytał się ciebie:
- Już dobrze?
Odpowiedziałeś:
- Tak… tak… dziękuje, dziękuje….
Powoli wstałeś i zacząłeś iść przed siebie… za sobą usłyszałeś jedynie:
- Ej! Gdzie idziesz?! Musimy jechać do szpitala! Może to coś poważnego?!
- Nie! Nie… – zacząłeś powtarzać do siebie – nie… Dziękuje…
Szedłeś dalej… czas szybko mijał.. jakby ktoś złapał za wskazówki zegara i zaczął się nimi bawić…
Doszedłeś do domu… powolna wędrówka po schodach… ah… te kolano… znowu zaczęło boleć…
- Czy to się kiedyś skończy? – wyszeptałeś do siebie.
Powolna wędrówka w męczarniach na drugie piętro… Doszedłeś przed drzwi… złapałeś za klamkę…
- Wypier***aj ty kur**!! – usłyszałeś za sobą, a potem… dźwięk tłuczonych naczyń i krzyk kobiety… Sąsiad znowu robi awanturę w domu…
Wszedłeś do domu i od razu usłyszałeś zatroskany głos:
- Co się stało? Dlaczego jesteś w takim humorze? Coś się stało w szkole? No powiedz…
- Cicho!! Nie!! Nic się nie stało!!! – wykrzyczałeś głośno bez powodu…
Poszedłeś szybko do swojego pokoju… położyłeś się na łóżko… sen… ukojenie.. ucieczka… Nie trzeba się o nic martwić… zero problemów…
- Długo tak jeszcze? Jesteś zadowolony z siebie? Idiota… – łzy…
Znów te łzy milczenia…

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

Życie w nas

październik 29, 2007 at 12:04 pm (Wierszydła (?))

Pierwszy raz napisane na: http://zgromadzenie-dusz.blog.onet.pl

Dnia 04.09.2007 (23:23)


Wiatru szum ogarnia dłonie me,
Plącze i wiąże się w palce,
Zabiera wolność mą, ukradkiem zipie mi do ucha,
Trzyma mnie i zabiera mnie stąd,

Bierze pełną ręka ze mnie wszystko,
Daje mi siłę by żyć,
Zabiera mi życie,
Wysysa ze mnie krew,

Światło w nas zanika jak czas,
Bierzemy z życia, co najlepsze w nas,
Zgadzamy się na ten dobry i ciężki czas,
Bo siła i miłość króluje w nas,

Jak czas…

Jak rydwan prawdy kłamstwo toczy się przez życie,
Ogarnia nas i wypełnia obficie,
Zamyka oczy, zabiera światło z naszych dłoni,
A po nim przychodzi ból do mych skroni,

Czekam na chwałę, czekamy na prawdę,
I nie chciałbym znać tego wszystkiego,
Nie znać ludzkiego błędu, wzgardzić pogardę,
Dojść do samego końca i zostać tam na zawsze,

Zacząć od nowa to uciec od tego co było,
Uciec od tego co było, przestraszyć się prawdy,
Zacząć od nowa, pogodzić się z tym co będzie,
Pamiętać o tym, co było, znać smak prawdy,

Lepiej znać…

Lepiej jest znać siebie, niż poznać kogoś innego,
Lepiej ugryźć kawałek życia i wypluć go potem,
Lepiej poznać smak każdy, lepiej wiedzieć,
Lepiej dziękować niż mieć za złe,

Popełnić błąd i przyznać się to wielka rzecz,
Znieść ból nie odzywając się, jakby spojrzeć i odejść bez słowa,
Wypowiedzieć swe myśli – i niech świat wie o tym,
Znać każdy ból – fizyczny, psychiczny,

Życie to sztuka, sztuka to życie,
Artysta tworzy, my tworzymy własne życie,
Piszemy linie melodii której nie znamy,
Prosimy go o to by był z nami…

Prosimy Cię…

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

What do we feel is what do we see..

październik 29, 2007 at 11:57 am (Wierszydła (?))

Pierwszy raz napisane na: http://zgromadzenie-dusz.blog.onet.pl

Dnia 31.08.2007 (08:34)


W nocy czuję się spokojnie,
W dzień dręczony spokojem,
W zimę zimnem mrożony,
W lato ciepłem palony,

Co jest dla nas najlepsze?
Spokój naszych dusz?
Radość naszych serc?
Gdzie jest to czego pożądamy?

Słowa niewypowiadane ranią,
Ranią gorzej od tych, które wypowiedzieliśmy,
Żałujemy, swoich czynów,
Żałujemy nie zrobionych rzeczy…

Gesty nieukazywane dobre są,
Dobre dla tych którzy nie chcą ich zobaczyć,
Dla tych drugich, cierpieniem,
Dla obcych… obojętnością…

Marzenia niespełnione, niespełnionymi zostaną…
Chyba cud jedynie może sprawić to,
To o czym marzymy…
A marzeń mamy wiele… o wiele za dużo…

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

Death is near..

październik 29, 2007 at 11:53 am (Moja (?) historia)

Pierwszy raz napisane na: http://zgromadzenie-dusz.blog.onet.pl


Dnia 07.06.2007 (15:03)


Klamka była zimna niczym lód… oglądałeś wszystko oczyma postaci nad która nie miałeś w ogóle kontroli… pociągnąłeś razem z nią za drzwi… przymrużenie oka… światło, mocne, białe, oślepiające… oczy powoli zaczęły się przyzwyczajać… obraz zaczął smużyć lekko. W domu nikogo nie było… a przynajmniej na to wyglądało… poszedłeś do łazienki, zabrałeś ręcznik i stanąłeś przed lustrem… ku twojemu zdziwieniu nie było w nim odbicia… położyłeś na nim jedną rękę i przesunąłeś nią po tafli lustra… powoli i delikatnie… twoja dłoń zacisnęła sie w pięść… przycisnąłeś ją do lustra… i opuściłeś głowę… zamknąłeś oczy. Gdy je otworzyłeś obraz był niewyraźny…
Po przemyciu twarzy, umyciu włosów i zębów wyszedłeś z łazienki… Nagle usłyszałeś niewyraźny głos “Chodź… ” głos powoli zamilkł, aby ponownie sie odezwać “Śniadanie jest już gotowe”.. Spojrzałeś na swoje ręce… były cale w szramach, ściekała po nich krew, gdy mrugnąłeś oczyma krew znikła… usłyszałeś ponownie głos “Śniadanie!” i nagle… wykrzyczałeś donośnie i ze złością “Słyszę!!”… Wszystko ucichło… nic nie było słychać… Poszedłeś do kuchni… usiadłeś i powoli zacząłeś przeżuwać kanapki… patrzyłeś się cały czas w jeden punkt pokoju… cały czas w ten jeden punkt… nigdzie więcej, nic więcej sie nie liczyło… Gdy zjadłeś śniadanie poszedłeś ponownie do pokoju żeby się ubrać… spojrzałeś na zegarek… 7:30.. szybko złapałeś plecak i pewnym krokiem ruszyłeś do drzwi od mieszkania… Zamknąłeś je szybko i pewnie… zacząłeś zbiegać po schodach… w głowie słyszałeś głos, który mówił cały czas.. “SZYBCIEJ!… Szybciej!.. Szybciej… szybciej…” Gdy dobiegłeś na sam dół klatki schodowej zatrzymałeś się na chwilę… czułeś ból w okolicach klatki piersiowej.. był rozrywający, czułeś go za każdym razem gdy brałeś oddech… czułeś się jakby życie którym byłeś było jakąś chorobą… za każdym razem by zaczerpnąć oddechu musiałeś przejść przez ten ból i cierpienie… nagle ból ustał… wyszedłeś na zewnątrz… blokowisko… pustka… nikogo nie ma. Korony drzew chwieją się lekko pod wpływem wiatru.. ani jednej oznaki życia… żadnego człowieka. Zacząłeś iść… pewnie do szkoły, bo niby gdzie indziej się idzie z plecakiem… Nagle zacząłeś słyszeć szepty… “Zabij się… zabij..” ignorowałeś je… były coraz bardziej silniejsze.. nie były normalne, kłuły w serce… Szedłeś tak z opuszczoną głową… Gdy nagle stanął przed tobą człowiek ubrany w togę… taki sam jakiego widziałeś na samym początku swej wędrówki… uniosłeś głowę i spojrzałeś na niego… Jedyne co powiedział to “Zabij się..”. Ominąłeś go i zacząłeś iść dalej… z tyłu było słychać tylko wołanie… “Od tego nie da się uciec!”… Ze wzrokiem tkwiącym stale w przód szedłeś dalej…

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

Będę trwać

październik 29, 2007 at 11:36 am (Wierszydła (?))

Pierwszy raz napisane na: http://zgromadzenie-dusz.blog.onet.pl

Dnia 19.05.2007 (11:39)


Więc zamilczę jak skała,
I jak skała będę,
W swym trwaniu i wołaniu,
Którego nikt usłyszeć nie potrafi.

Deszcze i pioruny nie dosięgną mnie,
Bo w ziemi zakopany trwam,
Zimny jak lód, twardy jak głaz,
Nieprzenikniony jak bezkres oceanów.

Tak właśnie – będę trwać…

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

Walking away

październik 29, 2007 at 11:25 am (Wierszydła (?))

Pierwszy raz napisane na: http://zgromadzenie-dusz.blog.onet.pl

Dnia 24.04.2007 (21:06)


Between this four cold walls,
There is nobody except me,
I sit there, and I have a dream,
And this strange voice calls..

And when I walk alone,
There is nobody except me,
And I meet a stone,
And it’s like me,

I see my self in a deadly town,
Where I can’t see nothing,
Except this man in a black crown,
He’s pointing on me… with his fang..

Nobody can reach my hands,
No one can feel my breath,
But there is one person in my head,
In my head of emptiness,

She’s waving towards me with her hand,
And there is this black man,
He’s taking her…
And I curse my self… I swear..

I will not forget her,
I will see her in my dreams,
And I will give my heart for her,
And I will say to her: Don’t go!.. please..

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

Next page »