Łzy milczenia
Pierwszy raz napisane na: http://zgromadzenie-dusz.blog.onet.pl
Dnia 08.09.2007
…
Głos cichł z każdym twoim krokiem… ciszej… ciszej… aż w końcu zanikł.. Szedłeś dalej przed siebie, twój wzrok powoli kierował się w dół… aż w końcu patrzyłeś tylko pod swoje nogi.. nigdzie więcej… jedna noga… druga noga… jedna noga… druga… monotonność chodu… jak tykanie w zegarku. Twoje oczy zaczęły zachodzić lekką mgłą, obraz zaczął być coraz bardziej niewyraźny… poczułeś jak lodowate łzy zaczęły powoli cieknąć ci po policzkach… Zatrzymałeś się, ukląkłeś powoli… dłonie zasłoniły twarz… czułeś ogromny smutek… dłonie zaczęły iść wyżej, palce wplotły się we włosy… spojrzałeś na płyty chodnika… widziałeś każdy ich szczegół… szare.. twarde… bezduszne… Podniosłeś się na równe nogi i zadarłeś głowę do góry… spojrzałeś w niebo, było lekko zachmurzone, zacząłeś iść dalej. Cisza… spokój… nikogo nie ma… tylko ty, nikt więcej… i wiatr… rozwiewał ci włosy, tak jakby ktoś gładził cię po głowie… Wszedłeś wreszcie do jakiegoś budynku… to szkoła… zmieniłeś w szatni buty, pobiegłeś szybko do jednej z klas… pierwsza godzina… głos nauczyciela… ale go tu nie ma… sam siedzisz w ławce, czy jest tu ktoś? Czasami pojawi się jakaś znajoma uśmiechnięta twarz… czasami ktoś się zaśmieje… ale tu nikogo nie ma… pustka… tak jakby cały świat wyszedł tylnymi drzwiami. Spojrzałeś na zegar… 8:33… nagle… okropny ból głowy… tak jakby ktoś zgniatał ją z ogromną siłą… obraz zaczął się rozmywać! Złapałeś się za nią… twój wzrok wbił się w zegar… wskazówki zaczęły powoli się cofać! A teraz? Zaczęły iść w dobrym kierunku? Tak… powoli… coraz szybciej… ból stawał się coraz bardziej silniejszy… poczułeś metaliczny zapach w nosie… krew… spojrzałeś na ławkę… powoli zaczęły pojawiać się na niej małe plamki krwi… Obraz zgasł…
Otworzyłeś oczy… siedziałeś przed szkołą na schodach… obok stała karetka… jakiś człowiek ubrany na biało zapytał się ciebie:
- Już dobrze?
Odpowiedziałeś:
- Tak… tak… dziękuje, dziękuje….
Powoli wstałeś i zacząłeś iść przed siebie… za sobą usłyszałeś jedynie:
- Ej! Gdzie idziesz?! Musimy jechać do szpitala! Może to coś poważnego?!
- Nie! Nie… – zacząłeś powtarzać do siebie – nie… Dziękuje…
Szedłeś dalej… czas szybko mijał.. jakby ktoś złapał za wskazówki zegara i zaczął się nimi bawić…
Doszedłeś do domu… powolna wędrówka po schodach… ah… te kolano… znowu zaczęło boleć…
- Czy to się kiedyś skończy? – wyszeptałeś do siebie.
Powolna wędrówka w męczarniach na drugie piętro… Doszedłeś przed drzwi… złapałeś za klamkę…
- Wypier***aj ty kur**!! – usłyszałeś za sobą, a potem… dźwięk tłuczonych naczyń i krzyk kobiety… Sąsiad znowu robi awanturę w domu…
Wszedłeś do domu i od razu usłyszałeś zatroskany głos:
- Co się stało? Dlaczego jesteś w takim humorze? Coś się stało w szkole? No powiedz…
- Cicho!! Nie!! Nic się nie stało!!! – wykrzyczałeś głośno bez powodu…
Poszedłeś szybko do swojego pokoju… położyłeś się na łóżko… sen… ukojenie.. ucieczka… Nie trzeba się o nic martwić… zero problemów…
- Długo tak jeszcze? Jesteś zadowolony z siebie? Idiota… – łzy…
Znów te łzy milczenia…



