Widzisz siebie w lustrze złudzeń i marzeń,
Dostrzegasz tylko cień swojego odbicia,
Patrzysz dalej, ale tam nie ma nic,
Bo i po co więcej widzieć?
Zakrywasz twarz i widzisz siebie,
Oblane żalem i trwogą przed tym co nieuniknione,
Zakrywasz swe życie płachtą zmartwień i żalu, po to by czuć coś,
Coś niewyobrażalnego, coś nieistniejącego,
Wykrywasz w swym oddechu strach i nienawiść do samego siebie,
Wiesz że to nie to, nie wiesz że znasz samego siebie,
Na tyle żeby stwierdzić że nic nie jesteś wart, jesteś nikim,
Ścierwem, szmatą, pomyje twym bogiem,
A Ty ścierwo, jesteś dany samemu sobie, żebyś gnił i został tu sam,
Weź się za dłoń, prowadź się sam,
Idź przed siebie, i oczekuj że w końcu może znajdziesz się w niebie,
Pamiętaj lecz że, nikt w tej pustce nie odnajdzie cię,
Możesz liczyć na samym dnie na samego siebie, i tylko siebie,
Więc weź się za dłoń, i spójrz w tej wody toń,
Spójrz na ten szlam, spójrz na swój chłam,
Widzisz kim jesteś? Mam nadzieję że nie…
Bo gdy spojrzysz na samo dno… przestraszysz się…
Odejdź i nie wracaj, nie potrzebuje cię już nikt,
Jesteś ścierwem, kliknij myszką, kliki, klik,
Ustaw na krzyżyk i wciśnij śmiało, do szczęścia pozostało tak mało,
Spójrz mi prosto w oczy i powiedz co widzisz,
Strach? Może czujesz smród? Nie wiem… to Twój wytwór, tylko Twój,
Złap mnie za szyje i przełam ją w pół…
Spójrz prosto w oczy i powiedz.. “Gnój…”.. śmierdzę jak syf…