…
Szedłeś tak dalej, mijałeś sklepy, witryny krzyczące do Ciebie różnymi hasłami “Oto dzień twego szczęścia!”, ”Jedyna taka okazja!”, “Wstąp, a na pewno coś dla siebie znajdziesz! Gwarantujemy Ci to”…
- “Tak.. Szczęście, jedyna taka okazja, na pewno coś znajdziesz, gwarantuje Ci to” - Usłyszałeś w głowie.. zacząłeś się rozglądać dookoła, ale nikogo przy Tobie nie było, żadnej żywej duszy, wszystko stało w miejscu jakby ktoś złapał za wskazówki zegara i trzymał z całych sił. Nigdy na to nie zwracałeś uwagi, ale w tym momencie wszystko wydało się takie… inne. Wszystkie budynki były zasypane jakimś kurzem, jakby wiatr nie wiał od kilkunastu lat by delikatną dłonią odkurzyć stare zmęczone ściany. Chodniki pozarastane zielem, jakby żadna stopa nie stąpała po nich od zarania dziejów. Ściany były popękane, latarnie pobite, asfalt był pokryty piachem… czas staną w miejscu? Wyglądało to jakby ludzkość ewakuowała się nagle i zostawiła wszystko za sobą w pośpiechu… niczym Czarnobyl.. Twój osobisty Prypiat..
Zacząłeś iść dalej.. każdy krok był męczący.. Żebra zakleszczały się bardziej niż zwykle, kując wnętrzności z zaciekłością do tej pory Ci nie znaną. Znowu ten ból w klatce.. nie wymyślony, to nie psychika, miliony igieł prosto w serce… Twoja ręka powoli powędrowała na mostek, jak samotny wędrowiec na pustyni szukający oazy aby ukoić pragnienie… W Twoim przypadku aby choć trochę ukoić ból.. coraz ciężej łapałeś oddech, walka z własnymi płucami – chcą się pożywić i złapać chociażby nutę życiodajnego tlenu.. lecz i same się wzbraniają, bo nie mają już sił…
Ból odszedł, tak jak i Ty powoli odchodziłeś coraz dalej od swojego domu. Wreszcie dotarłeś na miejsce. Wszedłeś do środka… pełno dymu, jedna wielka komora gazowa w której przydałaby się klimatyzacja. Powoli pośród tumanów trucizny dostrzegłeś swoich znajomych.
- Hej!
- Hej! hej.. – odpowiedziałeś dusząc się z lekka
- Co Ci jest wszystko w porządku?
- Tak, tak, wszystko ok, ten dym mi trochę przeszkadza, zresztą sama dobrze wiesz..
-No tak, sorki, jakby się dało to byśmy otworzyli okno..
- Nie, nie róbcie zamieszania, wytrzymam – uśmiechnąłeś sie na ułamek sekundy po czym usiadłeś
- To co tam u Ciebie słychać, wszystko gra jak należy?
- Hehe… tak, jasne – mówiąc to zacząłeś się zastanawiać kogo tak naprawdę okłamujesz, siebie, czy ją? – wszystko jest tak jak powinno być.. chyba.. – dodałeś cicho mówiąc sam do siebie pod nosem
- A to super bo wiesz…
Nagle pośród dymu dostrzegłeś jakąś postać.. Powoli zacząłeś widzieć jej zarys.. to on? Ona? Był to znajomy Ci zakapturzony osobnik, który powoli zaczął się zbliżać do was, niósł on w ręku coś błyszczącego.. Nagle zatrzymał się za Twoją koleżanką i podniósł rękę do góry…
- … i wtedy ona, wiesz co ona zrobiła? Ej.. słuchasz mnie w ogóle?
I w tym samym momencie kiedy usłyszałeś te słowa ujrzałeś lśniący nóż wędrujący prosto w jej głowę..
- Nie!!! – krzyknąłeś – zakapturzona postać zamieniła się w ten piekielny drażniący dym..
Poczułeś wzrok wszystkich ludzi na sobie.. I naglę cisza…
- Co się stało?!
- A… eee… nic… nic się nie stało..
Zacząłeś czuć zimno.. w przeciągu paru sekund ogarnął Cię wielki strach.. tak jakby nagle cały świat miał zniknąć..
- Niespodzianka… – usłyszałeś szept w uchu, zimny szyderczy szept…
Ból… szyja… przed Twoimi oczami krew.. krew na stole.. obraz stawał się coraz bardziej czerwony.. Naglę wszyscy dookoła zaczęli krzyczeć z przerażenia. - “Co Ty robisz?!??!”
Obraz powoli zaczął się rozmywać.. złapałeś się za szyję.. tylko tyle zdołałeś zrobić. Twoja głowa powoli opadała w stronę blatu.. policzek dotknął zimnej, mokrej od krwi powierzchni… Wszystko powoli zanikało.. światła wyglądały jak gwiazdy.. które powoli gasły wraz z odejściem nocy… Ale dla Ciebie noc dopiero się zaczynała… Ciemność.. takiej ciemności jeszcze nigdy nie było przed Twoimi oczami.. przed Twoim umysłem i myślami.. Zapadłeś w nicość…
Gdzie jestem? Gdzie jesteś? Co się ze mną stało… jedno jedyne pytanie w twej głowie, w której jeszcze tkwiła cienka nić świadomości..