Our love, your love, my love

styczeń 7, 2008 at 9:03 am (Wierszydła (?))

Can we give our selfs to the heavens?
Can we stand on the ground and give our selfs to this place?
Stand here by my side, give me your hand!
See my eyes and look deeply into the void!

Call to me like you always did,
Drain from me my love, drain from me my love,
I will give you all my love, all my love,
We will live together more and more,

We will suffer the same, and be happy together,
To the end of the world,
Hand to hand, heart to heart,
Our love is in our hands!

Bezpośredni odnośnik 2 komentarzy

Are we living in “the end”?

styczeń 4, 2008 at 9:43 pm (Wierszydła (?))

Winter falling on my skin,
Crawling, burning beneath these thin two cold eyes..
Fire dying within the smell,
Crying with the armor and the shell,

Kissing me was a big mistake,
You will suffer, and die in hell,
Rain of blood will fall from the sky,
Corpses rot, and flesh will burn,

Ashes of men, dying nature,
Death is near, feel the fear!
Die and cry, because he is coming,
Touching us, and taking us,

These is the time when we will fall,
Touch the ground, fell the cold,
Look up to the sky, and see the sky,
Talk to me and say: “Bye.. bye”.

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

Just another sad poem

listopad 7, 2007 at 10:11 am (Wierszydła (?))

Ohh… life is slowly coming to an end.
And look! It’s a bird!
Flying over above us all,
Watching as the people come here and there,

And look! There’s death!
She’s pointing on another man,
Watching him and killing him with her eyes,
Slowly, deadly, softly…

Bang, bang, your dead!
Sniff, sniff, your dead,
Cry, cry, you won’t be here any more,
Bye, bye, see you on the heavens shore.

Bezpośredni odnośnik 2 komentarzy

Szczęście

listopad 3, 2007 at 9:40 pm (Wierszydła (?), Życie codzienne)

3.11.2007 – Dzisiejszy dzień, stał się kolejnym z niewielu najszczęśliwszych dni w moim życiu :)

Najszczęśliwszy dzień w moim życiu,
Nie wiele ich było,
Powiedziałbym, że prawie w ogóle,
Ale, jednak są, przychodzą niespodziewanie,

Człowiek nie potrafi wyobrazić sobie,
Jak wiele znaczy wiara w jego życiu,
To dzięki niej stajemy się szczęśliwi,
Dzięki wierze stajemy się sobą,

Prosiłem Boga, błagałem go,
Klęczałem na kolanach w deszczu,
Z opuszczoną głową prosiłem go,
Prosiłem aby wszystko było dobrze,

Pomimo wszystko, aby było dobrze,
Jak kolwiek, cokolwiek miałoby to znaczyć,
Szukajcie, a znajdziecie,
Stukajcie a będzie wam otworzone,

Nie potrafię przytoczyć tych słów,
Tak dokładnie nie potrafię niczego,
Ale potrafię wierzyć, wiara czyni cuda,
Dziś stał się cud.. tak to był cud :)

Dziękuje Ci Boże za ten cud,
Dziękuje Ci, że zesłałeś na mnie szczęście,
Dziękuje Ci, że nie zapomniałeś o mnie,
Ty nigdy nie zapominasz, nigdy,

To tylko my przestajemy patrzeć na Ciebie,
Spoglądamy zmrużonym wzrokiem w bok,
Myślimy że odszedłeś, ale nie…
Ty jesteś tam, to tylko my spojrzeliśmy w bok,

Nie widzimy Cię, nie widzimy,
Tego co trzymasz w swych dłoniach,
Tego szczęścia,
Warto wierzyć… warto!

Warto czasami spojrzeć!
Spoglądajcie częściej!
Patrzcie się na to dobro, na szczęście!
Bo jest to szczęście, zawsze było :)

Dziękuje Ci, kocham Cię! :)

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

Piękno życia

listopad 1, 2007 at 3:23 pm (Wierszydła (?))

Czasami żyjemy w świecie własnej iluzji,
Stwarzamy rzeczy o których nawet nie marzymy,
A mimo to, stają się one realne,
Ale tylko w naszym świecie zaczyna się wszystko,

Wszystko to co widzimy i czujemy,
Jest jak płatki róży, czerwone, żywe, może nie ciepłe… ale…
Ale piękne… można tego dotknąć i poczuć nawet cierpienie,
Dotyk kolców, smak bólu, ukłucie dobra,

Dotyk piękna, który czujemy codziennie rano na twarzy,
Budzi nas z każdym nowym dniem, bo oznajmić nam,
Że w końcu nadejdzie nasz czas,
Da nam tego czego pragniemy,

Znajdziemy tę różę, te kolce piękne,
Dotkniemy kwiatu, i liści złotych od słońca promieni,
Znajdziemy najpiękniejszy odcień zieleni,
Pójdziemy za rękę w stronę szczęścia,

Nasze palce będą się splatać i wiązać ze sobą,
A potem więzy obejmą nas całych, i dotkniemy swych ust,
Zobaczymy jak piękne może być życie…
Zobaczymy, że może być lepiej…

… jak wielu z nas może to powiedzieć?
Jak wielu z nas poczuwa się do tego,
Że może powiedzieć drugiej osobie, że jest się szczęśliwym?
Czego pragniesz? Powiedz mi…

Ale zanim mi to powiesz… dobrze się zastanów…
Odsuń na bok emocje, zasłoń rękoma uczucia,
Daj ponieść się pragnieniom, tego czego potrzebujesz,
Daj mi i sobie szansę, daj mi i sobie szczęście, wybierz…

No dalej… wybierz, wybieraj spośród bezkresu zdarzeń,
Zapomnij o tym kiedy Cię zraniłem, zapomnij o tym,
Że kiedyś byliśmy nieszczęśliwi, to fakt,
Ale… czy tak będzie zawsze?…

\\** “To jest śmieszne… nie, nie będzie!” **\\

Oto świat… świat mej iluzji, stoi przed Tobą otworem,
Zamykam się na zewnątrz by otworzyć się przed Tobą w środku,
Daje Ci cierpienie, żeby uzyskać coś czego nie ma,
Biorę od Ciebie… co? Iluzję? Nie… ja ją produkuję.. to nie Ty..

Bezpośredni odnośnik 1 komentarz

Żal…

listopad 1, 2007 at 2:32 pm (Moja (?) historia)

Leżałeś przez dłuższy czas nieruchomo na łóżku… miałeś otwarte oczy, patrzyłeś się tylko w jeden punkt… czułeś jak łzy ciekną Ci po policzku… Nagle usłyszałeś dźwięk dobiegający z telefonu.. sms, szybko poderwałeś się z łóżka. Dorwałeś się do małego urządzenia jak gdyby było ono pewnego rodzaju wybawieniem… Odczytałeś wiadomość która, mówiła:

“Hej! Wpadniesz dzisiaj do C.? Będzie paru znajomych, fajnie będzie! Zapraszam ;) “

Spojrzałeś na początku z dystansem… ale potem poczułeś pewnego rodzaju radość. Lekko się uśmiechnąłeś i zabrałeś się za odpisywanie:

“Cześć… jasne, że wpadnę, nie mam za bardzo co robić w domu. To o 18 tak jak zawsze – tak?”

Wysłałeś wiadomość… położyłeś się, założyłeś ręce za głowę i zacząłeś spoglądać w sufit… po chwili usłyszałeś krótki sygnał dzwonka… wszystko już było jasne. Ustawiłeś sobie budzik na godzinę 17 i położyłeś się na boku. Zamknąłeś powoli oczy… cisza… coraz ciszej… sen… w końcu ukojenie… a w nim…

Śniło Ci się, że wędrowałeś przez jakieś miasto… usłyszałeś dźwięki muzyki dobiegające z oddali… zacząłeś podążać w ich kierunku. Mijałeś po drodze obskurne domy, podrapane ściany, pobite okna, a potem… park… W końcu doszedłeś… scena… jakiś zespół właśnie próbował kupić sobie publiczność grając wszelakie popowe kawałki. Szedłeś i patrzyłeś się na scenę, nagle… ktoś na Ciebie wpadł… jakaś dziewczyna… niska, dość szczupła, ciemne włosy, delikatne rysy twarzy. Spojrzeliście się na siebie… wymamrotałeś z siebie

- P…pp.. sorki… hehe – lekko się uśmiechnąłeś

- Nic się nie stało… – odpowiedziała puszczając do Ciebie oczko

Już mieliście się rozejść każdy w swoją stronę gdy nagle usłyszałeś jej głos ponownie:

- Często tu przychodzisz?

- Nie… rzadko… prawie w ogóle.

- Hm… powinieneś cześciej tu przychodzić, można tu spotkać wielu ciekawych ludzi.

- No właśnie widzę… – uśmiechnąłeś się do niej

- Oj nie przesadzaj… Co tu tak w ogóle robisz?

- A… sam nie wiem… usłyszałem tą muzykę to sobie pomyślałem, że przyjdę i posłucham sobie.

- Lubisz muzykę? Mogę Ci coś zaśpiewać? – uśmiechnęła się bardzo szczerz, nigdy nie widziałeś takiego uśmiechu na niczyjej twarzy… była piękna…

- Ja… jasne, z miłą chęcią – odpowiedziałeś również uśmiechem

Nowo co poznana koleżanka zaczęła śpiewać… jej głos był piękny.. nigdy nie słyszałeś żeby ktoś aż tak ładnie śpiewał. To nie była dziewczyna… to był anioł… Gdy skończyła… podeszła do Ciebie i złapała Cię za rękę… zaczęliście iść oboje… objąłeś ją… a ona przytuliła się do Ciebie.. położyła głowę na Twoim ramieniu… nagle usłyszałeś:

- Że też nigdy wcześniej na siebie nie wpadliśmy – zaśmiała się delikatnie

I nagle… obraz zgasł… usłyszałeś pisk… powoli otworzyłeś oczy… obraz był niewyraźny.. zacząłeś szukać źródła pisku… ah… to telefon… szybko wyciszyłeś go i zerwałeś się z łóżka… poszedłeś powoli i ociężale do łazienki… Szybko umyłeś zęby… odgarnąłeś włosy na boki i poszedłeś szybko założyć coś ciepłego na siebie..

Gdy byłeś już gotowy poszedłeś do przedpokoju, tam założyłeś buty i jesionkę… Zegar właśnie wybijał godzinę 17:30. Wyszedłeś z domu i zamknąłeś za sobą drzwi… lekkie skrzypienie… stare drewno już nie miało tyle lat co kiedyś… ledwo trzymało się kupy. Pomyślałeś sobie “Kurdę… kiedy oni wymienią to stare badziewie…?”. Huk drzwi rozniósł się po całej klatce schodowej… echo… przepiękny dźwięk odbijający się od ścian trafiał wprost do twego ucha z impetem zdolnym obudzić umarłego z grobu.. Zacząłeś zbiegać po schodach… coraz szybciej i szybciej… nie chciałeś się spóźnić do C.. Liczyłeś schody… 1… 4.. 8.. 16… 25.. 33… już prawie koniec… już końcówka… skoczyłeś… uniosłeś się po chwili i zacząłeś opadać.. nagle poczułeś, że coś jest nie tak… upadłeś… dziwny dźwięk… jakby kliknięcie… leciutki trzask… klęczałeś przez moment… pomyślałeś sobie “Hm… nic poważnego… będę żył.. hehe”. Zacząłeś wstawać… wtedy przez Twoje ciało przeszedł od głowy w dół przeszywający promienisty ból… powoli zaczął kumulować się w twoim kolanie… aż w końcu… totalne oderwanie od rzeczywistości… i krzyk “Oooo!! kurw…” Zamknąłeś oczy i zacisnąłeś pięści… Zacząłeś powoli kuśtykać… ból powoli zaczął ustawać… za sobą usłyszałeś otwierające się drzwi, a potem stroskany i trochę wypełniony pretensjami głos sąsiada “Przepraszam! Nic się nie stało?”… Nic nie odpowiedziałeś… głucha martwa cisza… Wyszedłeś powoli z klatki, tym razem było już jedynie słychać ponownie trzask drzwi… ale tym razem to chyba tylko sąsiad… a potem jeszcze jedne… drzwi od klatki…

Kuśtykając zacząłeś powoli iść w stronę centrum miasta… W Twoich uszach świst powietrza… w tle słychać było jedynie szum otoczenia… odgłosy samochodów, których nie widziałeś… parę krzyków dzieci… nic nadzwyczajnego… Twój blok był już za plecami… domek z kart który z dnia na dzień może zniknąć z planów miasta… Jedna wielka kupa gruzu i mięsa.. oraz wspomnień… Po co komu coś co i tak za jakiś czas zniknie? Nie zostanie po tym ślad… a gdyby teraz nagle to się stało? Gdybyś stracił wszystko z czym wiązałeś swoje wszystkie plany? Jak byś się czuł…? Pytania bez odpowiedzi… Zawsze znajdą się jakieś pytania na które nikt nie zna odpowiedzi… Dziwne myśli zaczęły przechodzić przez Ciebie… Pustka a zarazem taki natłok, że nawet słów brak aby go określić, bezkres znaczeń… mózg człowieka jest niezrozumiały.. niepojęty… nieosiągalny… W jednej chwili jesteś w raju, a za chwilę nie chcesz istnieć… a potem żałujesz… no może nie każdy żałuje… Żal…

Bezpośredni odnośnik 2 komentarzy

Koniec początku

październik 29, 2007 at 12:28 pm (Życie codzienne)

No i w końcu nadszedł koniec. Koniec przeprowadzki. Dzisiaj się ostro za nią zabrałem i wreszcie udało mi się przenieść wszystko ze starego bloga, no może prawie wszystko, bo komentarzy nie przeniosłem.

Czas zacząć wszystko kontynuować, czas zacząć budować wszystko prawie na nowo.

Życzę miłej lektury.

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

A zabierze mnie wiatr…

październik 29, 2007 at 12:24 pm (Wierszydła (?))

Pierwszy raz napisane na: http://zgromadzenie-dusz.blog.onet.pl

Dnia 11.10.2007 (21:57)



Muszę odejść w bok,
Zamknąć oczy i poczuć ten mrok,
Na własnej skórze pot,
Cieknie strugami jak kropli sto,

Każda inna, każda piękna,
Jak ciemności blask,
I ciszy głos, który trwa,
Jak życie w nas, którego nie pozbędzie się nikt…

Nawet tu i nawet tam,
Za piekła lub nieba bram,
Za czerń i biel,
Za braci mych,

Oddam swój wstyd, temu kto mnie zna,
Bo wierze mu i wierze sam,
Wierze, że nadejdzie czas,
Wybawienia czas,

I zabierze mnie tam, gdzie szczęścia wreszcie poznam smak,
Gorzki smak…
Słodki smak…
Przeplatanie nieustanne,

Wyjmę ręce z kieszeni,
I dotknę nimi ziemi,
Złapie piachu garść,
I rozsypie…

A zabierze go wiatr…

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

Bo… chce żyć

październik 29, 2007 at 12:21 pm (Wierszydła (?))

Pierwszy raz napisane na: http://zgromadzenie-dusz.blog.onet.pl

Dnia 25.09.2007 (17:10)



Nauczyłem się żyć,
Nauczyłem kochać, być…
Nauczyłem jak ranić i wybaczać,
Nauczyłem jak to jest być ranionym,
Wybaczycie mi..?

Wybaczycie, że czasami jestem jakim nie chcecie abym był?
Wybaczycie to, że nie potrafię dać wam szczęścia?
Wybaczycie mi? Ludzie na których mi zależy..?
A którzy o tym często nie wiecie…

A Ty? Wybaczysz mi to, że byłem dla Ciebie taki?
Taki jakim nie chciałaś abym był?
Nie chciałem Cię ranić… nigdy nie chciałem…
Ale prawie zawsze wychodziło tak… jak tego nie chciałem…

Wybaczcie mi…
Bo mimo tego, że nauczyłem się żyć…
To nadal nie wiem jak żyć…
A być… muszę być…
Bo chce żyć….

Chce kochać, chce śnić.
Chce dotykać Cię, jak to zwykłaś robić Ty,
Chce czuć obecność Twą…
Chce byś…
… zrobisz, co dla Ciebie najlepsze. . .

Zrozumiem…
…jak zawsze zrozumiem…

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

Everything has a beginning

październik 29, 2007 at 12:16 pm (Wierszydła (?))

Pierwszy raz napisane na: http://zgromadzenie-dusz.blog.onet.pl

Dnia 17.09.2007 (20:30)


I nadejdzie chwila ta,
Kiedy oczy zajdą mgłą,
A ręce drżeniem swym,
Rozwieją życia dym,

Blask Twych oczu zgaśnie wnet,
Już nic więcej nie uda się,
Zagaśnie życie w sercu Twym,
I poczujesz tylko gromnic dym,

Ta powłoka która cenisz i szanujesz,
Zacznie być jak zbędny bagaż w dłoniach Twych,
A gdy dojdziesz do samego końca bram,
Nie pomoże już nic.. bo będziesz już tam…

Tam gdzie krzyku już znaczenia brak,
Tam gdzie wzrok nasz nie sięga już,
A ten zapach… dotyk ust,
Nie będzie miał znaczenia już,

Dojdę sam… tam, tam gdzie końca dotknę bram,
Tam gdzie nikt za rękę już nie weźmie mnie,
Bo tam już tylko w pojedynkę mogę iść…
I nadejdzie taki czas… że nawet cień opuści Cię…

..i mnie…

Bezpośredni odnośnik Dodaj komentarz

« Poprzednia strona · Next page »